Separatyzm w wersji groteskowej
Na północy Podkarpacia, gdzie sosny szepczą lasowiackie smuty, a jesienno-zimowe powietrze zatruwa swoich sąsiadów, rozgrywa się polityczna farsa.
Chmielów, dotąd ciche i uśpione sołectwo, nagle przebudził się z drzemki i donośnie zawołał: „Dość życia w cieniu miasta! My, zapomniani i lekceważeni, także pragniemy własnego losu!”. A wataha psów, które dotąd bez celu błąkały się po drogach i podwórzach, jakby porwane tą nagłą iskrą buntu, zaczęły kąsać każdego, kto ośmielił się wątpić w rodzącą się chmielowską potęgę.
Nowa Dęba odpowiada równie dramatycznie: „Chcemy gminy tylko dla miasta! My, dumni synowie tej ziemi, od wieków!” – krzyczą samozwańczy obrońcy miejskiej godności, potomkowie piastowskich mieszczan z Brzostowej Góry. Nawet lokalni kopacze, którzy zamiast kopać piłkę zapragnęli kopać politykę, włączyli się w tę krucjatę.
Rady gminy z pewnością zamienią się w prawdziwy teatr absurdu. Gestykulacja, przesadnie dramatyczne miny, poważne przemowy i teatralne westchnienia tworzą spektakl na miarę Bollywoodu – z odrobiną lokalnego kabaretu.
I jak to w politycznych farsach bywa, mali ludzie kombinują pod stołem, próbują skłócić mieszkańców, podsycają frustracje, sieją zamęt i żerują na chaosie niczym mrówki na rozsypanym cukrze. Każda decyzja, każde przemówienie staje się pretekstem do zdobycia kolejnego stołka lub choćby symbolicznego gestu władzy. Bo w tej grotesce dobro wspólne ustępuje miejsca osobistym ambicjom i próżności.
Gmina Nowa Dęba stała się sceną dla dwóch (na razie) rywalizujących ruchów separatystycznych: Chmielów walczy o niezależność, Nowa Dęba pragnie samotności miejskiej, a mali ludzie odsunięci od żłobu próbują przy okazji w całym tym zamęcie przytulić jakiś kąsek.
Póki co pozostaje nam w pierwszym rzędzie obserwować kolejne odcinki tej totalnie groteskowej telenoweli – z popcornem w ręku i ironicznym uśmiechem na twarzy. W tej farsie absurd i ambicja wirują w chocholim tańcu. A jak to zwykle bywa w takich spektaklach, rachunek za tę komedię przyjdzie nam słono zapłacić – czy to w postaci kolejnej dawki lokalnej politycznej ekwilibrystyki, czy w formie podatkowej gorzkiej pigułki.
*Uwaga I: Wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób jest przypadkowe i niezamierzone.
Uwaga II: Za kilkanaście dni opublikujemy obszerny artykuł rzetelnie pokazujący wszystkie „za” i „przeciw” obu pomysłów (po uzyskaniu wszystkich istotnych informacji).
Materiał własny – naszanowadeba.pl

No w końcu! Dobry opis sytuacji, bez kija w tyłku.