Nowa Dęba między populizmem a odpowiedzialnością.

Wolelibyśmy pisać wyłącznie o miłych rzeczach, ale niestety w aktualnej sytuacji geopolitycznej trzeba się pochylić także nad prozaicznymi, często drażliwymi tematami. Takim z pewnością są podatki. W naszej analizie rozpatrywaliśmy nie tylko finanse gminy, ale również wpływ polityki na jej funkcjonowanie. Wnioski nie są zbyt optymistyczne – przeczytajcie nie tylko o finansach, lecz także o odpowiedzialności za nie.

Nowa Dęba między populizmem a odpowiedzialnością. Czy stać nas na zmarnowanie kolejnej szansy?

Nikt nie lubi podwyżek podatków. To zupełnie naturalne i trudno mieć do kogokolwiek o to pretensje. Warto jednak pamiętać, że podatki nie trafiają do abstrakcyjnego worka, z którego pieniądze znikają bez śladu. Finansują drogi, szkoły, kulturę, bezpieczeństwo, infrastrukturę i usługi publiczne, z których wszyscy korzystamy. Od wysokości dostępnych środków zależy również ich jakość. W zarządzaniu gminą nie wystarczy być dobrym wujkiem, który wszystkim obiecuje, że będzie taniej, lepiej i bez żadnych wyrzeczeń. Można oczywiście zdobywać w ten sposób popularność, ale rachunki za takie podejście prędzej czy później i tak trzeba zapłacić. I zazwyczaj płacą je mieszkańcy. Dlatego zamiast ograniczać dyskusję do pięcioprocentowej podwyżki podatków, warto spojrzeć na szerszy obraz finansów Nowej Dęby i zastanowić się, dokąd prowadzi nas obecna polityka.

Warto pamiętać, jak do tego doszliśmy

Nie trzeba daleko szukać, aby zobaczyć, jak kończy się zarządzanie finansami bez odpowiedniej dyscypliny i ekonomicznego myślenia. Wystarczy przypomnieć sobie poprzednią kadencję. Oficjalne dokumenty finansowe gminy (WPF), w tym Wieloletnia Prognoza Finansowa i sprawozdania budżetowe, pokazują wyraźną zmianę sytuacji. Rok 2019, którego budżet można uznać za ostatni oparty na względnie racjonalnych założeniach, zakończył się nadwyżką ponad 800 tys. zł. Nawet pandemiczny 2020 rok zamknęliśmy dodatnim wynikiem około 6 mln zł. Później rozpoczął się zjazd, którego konsekwencje odczuwamy do dziś:

  • 2021 r. – wynik ujemny ponad 4 mln zł,
  • 2022 r. – wynik ujemny ponad 3 mln zł,
  • 2023 r. – wynik ujemny ponad 9 mln zł,
  • 2024 r. – wynik ujemny ponad 2 mln zł, a dodatkowo problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań wobec ZUS.

Rok 2025 był szczególnie trudny. Po uwzględnieniu wszystkich zaciągniętych zobowiązań i konsekwencji decyzji podejmowanych w latach 2018–2024 planowany deficyt przekraczał 29 mln zł. Dopiero zdecydowane działania naprawcze pozwoliły ograniczyć jego skalę. Cięcia wydatków, przesunięcia środków, podwyżki podatków i opłat za odpady, zamrożenie wynagrodzeń oraz ograniczenie zatrudnienia pozwoliły ostatecznie zmniejszyć deficyt do blisko 14 mln zł. Obecny plan na rok 2026 zakłada deficyt na poziomie około 16 mln zł, choć wykonanie może okazać się korzystniejsze.

To nie są liczby, które można zbyć wzruszeniem ramion. Pokazują, że finanse publiczne mają swoją arytmetykę, której nie da się oszukać politycznymi deklaracjami. Wydatki trzeba finansować, zobowiązania regulować, a odpowiedzialności za podjęte decyzje nie można przerzucić na następców.

Polityczna pamięć bywa zaskakująco krótka

Dziś do władzy powróciło środowisko polityczne, które miało większość w Radzie Miejskiej w latach 2018–2024, czyli w okresie gwałtownego pogorszenia kondycji finansowej gminy – pomimo wielu dotacji rządowych. Trudno więc nie zauważyć pewnej sprzeczności. Dziś łatwo występować w roli obrońcy portfeli mieszkańców i sprzeciwiać się pięcioprocentowej waloryzacji podatków. Znacznie trudniej uczciwie rozliczyć się z własnych decyzji i stanu finansów, jaki pozostawiły. Nie można współodpowiadać za wielomilionowy deficyt, a dziś udawać, że obecne problemy pojawiły się bez przyczyny. Chodzi o elementarną konsekwencję i uczciwość w ocenie własnego dorobku. Warto też zapytać, czy wyciągnięto jakiekolwiek wnioski z poprzednich lat. Czy znów będziemy obserwować sytuację, w której pod koniec kadencji najważniejsze stanie się szybkie wydawanie pieniędzy (o ile będą), nie zawsze z dostateczną kontrolą kosztów i racjonalną oceną priorytetów? Czy ponownie pojawią się inwestycje za kwoty niewspółmierne do ich rzeczywistej wartości? Czy znów dojdziemy do problemów z regulowaniem podstawowych zobowiązań, włącznie ze składkami ZUS za pracowników gminy? Warto przy tym porównywać konkretne inwestycje. Jeżeli szatnia kosztowała około 10 mln zł, a przychodnia o zbliżonej skali około 4 mln zł, mieszkańcy mają prawo pytać o przyczyny tak dużych różnic. Każda złotówka wydana z budżetu powinna mieć racjonalne uzasadnienie.

Pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy przy obecnym stanie finansów będzie nas w ogóle stać na kolejne duże wydatki?

Trudna sytuacja wymaga odpowiedzialności, nie politycznych haseł

Wiemy, że podczas ostatniego posiedzenia komisji budżetowej burmistrz przedstawił aktualną sytuację finansową gminy. Nie jest ona łatwa, a na jej pogorszenie wpływa kilka niezależnych czynników. Jednym z nich jest zamknięcie Ceramiki Podkarpackiej, jednego z największych płatników zasilających budżet gminy, oraz problemy kolejnego przedsiębiorstwa. Jednocześnie rosną koszty energii, transportu, wynagrodzeń i usług. Koszty zagospodarowania odpadów wzrosły o około 12 proc. w RIPOK w Stalowej Woli i 20 proc. w FCC w Tarnobrzegu. Dodatkowym obciążeniem są również budżety i funkcjonowanie sześciu nowych osiedli.

Owszem, wzrosły także dochody gminy z budżetu państwa, między innymi z PIT, CIT i środków wynikających z potrzeb finansowych samorządu. Mówimy o około 6 mln zł. To znacząca kwota, ale w dużej mierze pochłonie ją waloryzacja wynagrodzeń pracowników urzędu, szkół, MGOPS, SOK, SOSiR i pozostałych jednostek, a także wzrost kosztów umów z podmiotami zewnętrznymi. Nie są to więc pieniądze, które można dowolnie przeznaczyć na nowe inwestycje.

Możliwości dalszego ograniczania wydatków są coraz mniejsze. Dotychczasowe oszczędności już odbijają się na codziennym funkcjonowaniu gminy. Widać to w terminowości realizacji zadań, kulturze, edukacji, utrzymaniu infrastruktury i pielęgnacji zieleni. Można oczywiście postulować kolejne cięcia. Tylko warto wtedy odpowiedzieć na pytanie, co konkretnie ma zostać ograniczone i jakie będą tego konsekwencje. Samorząd nie funkcjonuje przecież na zasadzie, że można bez końca zabierać środki, nie zmieniając przy tym jakości świadczonych usług.

Komisja budżetowa bez stanowiska. To po co właściwie jest?

W całej tej dyskusji szczególnie interesujący jest jeszcze jeden szczegół. Komisja budżetowa Rady Miejskiej nie zajęła stanowiska w sprawie proponowanej podwyżki podatków. Oczywiście komisja nie musi automatycznie popierać propozycji burmistrza. Ma prawo ją zaopiniować negatywnie, zgłosić poprawki lub przedstawić własne rozwiązanie. Od tego właśnie jest merytoryczna dyskusja, a której niestety brakło. Ale jeżeli komisja budżetowa nie zajmuje stanowiska w tak istotnej sprawie dotyczącej finansów gminy, to trudno nie zapytać: od czego właściwie jest? Radni mają pełne prawo nie zgadzać się z proponowaną podwyżką. Powinni jednak umieć wyjaśnić dlaczego, wskazać alternatywę i powiedzieć, skąd wziąć pieniądze na utrzymanie dotychczasowego poziomu usług publicznych. Samo niezajęcie stanowiska nie obniża kosztów energii, wynagrodzeń ani zagospodarowania odpadów. Nie poprawia też sytuacji dochodowej gminy. Można odnieść wrażenie, że łatwiej jest krytykować konkretne rozwiązania, niż przedstawić własne. Najwyraźniej w niektórych przypadkach odpowiedzialność za budżet jest znacznie wygodniejsza, kiedy pozostaje jedynie hasłem.

Tymczasem mieszkańcy nie wybierają radnych po to, aby unikali trudnych decyzji. Wybierają ich po to, aby podejmowali je w ich imieniu i potrafili uzasadnić swoje stanowisko.

Pięć procent, które stało się symbolem większego problemu

W tym kontekście podwyżka podatków o 5 proc. wymaga właściwych proporcji. Każda podwyżka obciąża mieszkańców i przedsiębiorców, ale nie można rozpatrywać jej w oderwaniu od inflacji i wzrostu kosztów funkcjonowania samorządu. W praktyce jest to przede wszystkim waloryzacja stawek, a nie radykalne zwiększanie obciążeń. Warto więc zapytać przeciwników tej zmiany: z jakich usług publicznych chcą zrezygnować? Które zadania ograniczyć? Jakie inwestycje realizować? I przede wszystkim – czy są gotowi wziąć odpowiedzialność za konsekwencje tych decyzji? Krytykować jest łatwo. Znacznie trudniej przedstawić realny, policzony i możliwy do wykonania plan alternatywny. Nie można jednocześnie oczekiwać dobrej edukacji, sprawnej opieki społecznej, zadbanej infrastruktury i atrakcyjnej oferty kulturalnej, a następnie odrzucać rozwiązania zapewniające finansowanie tych zadań.

Mamy szansę rozwojową. Nie możemy jej zmarnować

Jest jeszcze jeden problem, który powinien być dla nas szczególnie ważny: demografia. Nowa Dęba ma atuty. Dwie strefy przemysłowe, rozwój Dezametu i 18 Brygady Artylerii tworzą miejsca pracy oraz szansę na rozwój gospodarczy. Dlaczego jednak nie przekłada się to w wystarczającym stopniu na osiedlanie się nowych mieszkańców, szczególnie młodych rodzin? Samo miejsce pracy nie wystarczy, aby ktoś zdecydował się związać swoją przyszłość z miastem. Liczy się również dostęp do opieki zdrowotnej, jakość edukacji, bezpieczeństwo, handel, usługi, kultura, rekreacja, kapitał społeczny i ogólna jakość przestrzeni publicznej, a w tym rozsądna polityka mieszkaniowa. Właśnie w te obszary musimy inwestować. Mamy ograniczone okno możliwości – czas płynie, aby wykorzystać rozwój przemysłu i wojska do przyciągnięcia nowych mieszkańców. Nie jest to jednak szansa dana raz na zawsze. Jeżeli zaniedbamy jakość usług publicznych, edukację, zdrowie i infrastrukturę, pracownicy będą wybierać miejsca zamieszkania gdzie indziej. Skorzystają na tym Kolbuszowa, Tarnobrzeg i inne okoliczne miejscowości. Nowa Dęba może pozostać miejscem pracy, ale niekoniecznie miejscem, w którym ludzie chcą mieszkać, wychowywać dzieci i wiązać swoją przyszłość.

Jakiej Nowej Dęby chcemy za dziesięć lat?

Największym zagrożeniem nie jest sama pięcioprocentowa podwyżka podatków. Znacznie większym problemem byłby brak długofalowej wizji i gotowości do podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Potrzebujemy stabilnych finansów, rozsądnej polityki inwestycyjnej i konsekwentnego rozwijania usług publicznych. Potrzebujemy też debaty opartej na liczbach, a nie na politycznych emocjach. Nie każda podwyżka jest dobra, ale nie każda oszczędność jest rozsądna. Nie każdy wydatek jest inwestycją, tak jak nie każde ograniczenie wydatków jest sukcesem.

Nikt nie chce, aby Nowa Dęba z powodu krótkowzroczności i politycznego populizmu zmarnowała swoją szansę rozwojową. Aby młodzi wyjeżdżali, przedsiębiorcy rezygnowali z inwestowania, a mieszkańcy coraz częściej wybierali sąsiednie samorządy.

Odpowiedzialność za gminę nie polega na tym, żeby zawsze mówić mieszkańcom to, co chcieliby usłyszeć. Polega na podejmowaniu decyzji, które pozwolą im dobrze żyć tutaj również za dziesięć czy dwadzieścia lat.

I właśnie o tym powinna być dzisiejsza dyskusja. Nie o tym, kto zdobędzie kilka punktów politycznej popularności, lecz o tym, czy potrafimy wykorzystać szansę, jaką ma dziś Nowa Dęba, i nie obciążyć przyszłych pokoleń kosztami własnej nieodpowiedzialności.

Redakcja naszanowadeba.pl, foto: Jakub Żerdzicki

One Thought to “Nowa Dęba między populizmem a odpowiedzialnością.”

  1. Gruby Marek

    Dlaczego radni popierający burmistrzów zagłosowali przeciwko podwyżce i nie bronili jej na sesji ?

Leave a Comment